Pragnę nieczucia. By wypełniała mnie nicość. Brak radości zniosę jeśli będzie równoznaczna z brakiem bólu psychicznego, który z wolna przeradza się już w fizyczny.
Mam już trochę dość moich zmieniających się jak w kalejdoskopie emocji, stanów i nastrojów. Każdy wyniszcza się inaczej, jedni ćpają, drudzy chleją, jeszcze inni wszystko naraz, ja dokonuję destrukcji w taki właśnie sposób.
Łudzę się, o tak, łudzę się i łudzić będę nadal, to chyba jedyny sposób by przetrwać jakoś.
Halt mich fest, ich trockne aus
Es zerfällt mein Licht
Brnę ku niczemu. Suma mniej lub bardziej nieokreślonych marzeń, niemożliwych lub trudnych do spełnienia. Wieczny weltsmerz. Czasem łudzę się, że ostał się we mnie jakiś zbłąkany pierwiastek dekadentyzmu, coś by mnie wtedy może określiło. Piętno wielkości bez tejże pierwiastku w sobie.
Nie ma sensu chyba mamienie się, że widzi się więcej, że czuje się więcej, więc coś to znaczy. Nienawidzę mojej dumy, tej rozbuchanej bestii, przez którą na ustępstwa (te upokorzenia pełne) chodzić nie będę.Łudzę się, że zdam na skandynawistykę, potem ją ukończę, a jeszcze później wyjadę w pizdu do Szwecji (Malmö jest piękne) i tyle mnie widzieć będą. Odciąć się od wszystkiego, przecież tylko to mnie faktycznie ocali?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz