Don't you fret, Monsieur Marius.

Blog różnych treści, mniej lub bardziej nieistotnych.

sobota, 6 kwietnia 2013

_

Nowa klasyka:
Pamiętam, jak będąc dzieckiem potwornie bałam się teledysków The Prodigy, tego też (ale w szczególności "Breathe"). A teraz co? Kiedy nie ma absolutnie nikogo Firestarter jest. I zdaje się rozumieć całe nagromadzone rozżalenie, wściekłość i to wszystko inne.

Im bardziej chcę, żeby było dobrze, to nie jest. Ale może to celowo wszelki syf gromadzi się, zanim będzie dobrze?
(Znowu się łudzę.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz