Po części jest zabawnie. Mam niesamowite poczucie, że w porównaniu z pewną osobą, jestem niemalże boginią - wyważona, mająca pojęcie o istnieniu czegoś takiego jak lojalność, czytająca trochę, minimalnie obyta w kulturze, może trochę aspołeczna i z trudnym charakterem, ale nie robiąca świńśtw innym i potem płacząca, że ludzie jej nie szanują.
Czy jest dobrze, nie wiem. Matury nie idą źle, sytuacja w domu bardzo dobra, z drugiej strony dostałam kolejną nauczkę od losu pt. "People just ain't no good".
Żałuję, że dałam niektórym ludziom wejść do mojego życia. Może kiedyś wiązały się z nimi jakieś dobre wspomnienia, ale teraz są one bez wartości, właściwie giną w sumie zdarzeń z okresu listopad 2012 - teraz.
Piękne jest to, że teraz mogę zagłębić się w książkach, obojętnie czy Stanisława, o Stanisławie, anty utopiach, groteskach, czy innych.
Nie jest sztuką tworzyć gęby, czy pozy (właściwie to poza także jest gębą[?]), ludzie nie są aż tak głupi, prędzej czy później poznają się. Zawsze tak było i będzie.
A jednak dobrze jest, wszystko jest dobrze. Co? - może nie? Dobrze jest psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!
końcówka sama "Pożegnania jesieni" - gdyby ktoś nie wiedział, a chciał wiedzieć, czy co tam innego.
Be beautiful, be happy, be pink.
"jestem niemalże boginią"
OdpowiedzUsuń<3