Don't you fret, Monsieur Marius.

Blog różnych treści, mniej lub bardziej nieistotnych.

sobota, 8 czerwca 2013

skutki uboczne koszuli w kratę.

Jednym z aspektów jazdy tramwajem, jaki lubię najbardziej, jest możliwość obserwowania z okien zupełnie obcych ludzi czekających na przystanku, wyprowadzających psy, idących dokądś chodnikiem. Dziesiątki osób z wszystkimi załączonymi do nich historiami, możliwościami.
Ciekawe uczucia towarzyszą człowiekowi (a w każdym razie mnie), gdy idzie po obcym mieście wśród deszczu z Joy Division pobrzmiewającym w słuchawkach. Chociaż nie powinnam mówić o uczuciach, kiedy tak na prawdę chodzi mi o nieczucie, tą wspaniałą obojętność. Ostatnie momenty, kiedy jeszcze było mi tak cudownie wszystko jedno.
Niepotrzebnie próbowałam wyjść z ochronnej powłoczki, w jaką udało mi się zapanierować przez poprzedni tydzień.
Jadąc powrotnym tramwajem, oprócz mężczyzny w KOSZULI, widziałam także przez szybę pośród piękie odrestaurowanych domów, jeden, stary, obiektywnie bardzo piękny ale też potwornie zapuszczony, aż groteskowo właściwie. Jestem takim domem, porzuconym, zostawionym samemu sobie na powolny rozkład. Jem chińszczyznę na wynos, popijam piwem oglądając jakiś tam serial w towarzystwie papierosa. (czyli dokładnie tak, jak wyobrażałam sobie studenckie życie). Cieszę się, że ich relacja się nie rozsypała, gdyby tak się stało, czułabym się winna. Nie zmienia to jednak poczucia, że zostałam porzucona. Widocznie zrobiło się za tłoczno, trzeba było się kogoś pozbyć - w tym wypadku mnie. Nie mam (chyba) prawa mieć pretensji -
He was never mine to lose
Why regret what could not be?

 i takie tam, ale to nie jest sprawiedliwe. Dużo jest ludzi żyjących życiem, które powinno być moje. W sumie powinnam się przyzwyczaić, i chyba nawet to zrobiłam, ale nie jestem w stanie przejść obojętnie obok sytuacji, w której własnoręcznie podłożyłam podwaliny pod to cudzo-moje życie. Bo nie byłoby z tego nic, gdyby nie ja.

Nie jest łatwo być osobą, którą porzuca się z lekkością.


Miało być dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz