Don't you fret, Monsieur Marius.

Blog różnych treści, mniej lub bardziej nieistotnych.

niedziela, 18 września 2011

All I can do is keep breathing .

Nabijają Azję na pal.
Uciekłam do swojego pokoju żeby tego nie widzieć. Kochana pralka hałasuje tak głośno, że nie słyszę jego potępieńczych wrzasków.
Właściwie sama nie wiem, dlaczego nie chcę tego oglądać. Odpada niechęć do niesprawiedliwości i wyświechtany frazes o niezawinionej winie - z Azji był sukinsyn jakich mało. Więc dlaczego? Chciałabym wierzyć, że z niechęci do przemocy - w końcu uważam się za pacyfistkę i zawsze zasłaniam oczy przy co brutalniejszych scenach.
Ale to wszystko to ucieczka, a moje zakrycie oczu czy wyjście z pokoju nie sprawi, że nagle zmienią zdanie i jednak nie wbiją Azji na pal.
Chcę wierzyć, że jestem lepsza - współczuję prześladowanym mnichom w Tybecie, codziennie klikam w brzuszek Pajacyka. Ale to hipokryzja, ta sama o której mówi pan L. (swoją drogą, on też jest hipokrytą. Kto nie jest?) Bo moje wrażliwe, współczujące serduszko ma gdzieś, że inni są w takiej samej, niezbyt fajnej, sytuacji w której zdarzyło mi się kiedyś być. Są sami. A ja czuję się od nich lepsza, bo przecież aż tak sama nie jestem i zamiast cieszyć się z tego, narzekam jak to nikt nie widzi jaka jestem faajna.
Mogłabym się przejmować problemami tych, którzy mają gorzej, starać się im pomóc. Ale po co? Zamiast tego wolę  siedzieć i zastanawiać się dlaczego ze wszystkich Beatles'ów na plakacie tylko Lennon nie patrzy w obiektyw tylko ucieka wzrokiem gdzieś w bok, jeść budyń czekoladowy i słuchać śpiewającego w tle Pedro Almodovara.
Utwierdzam się w przekonaniu, że jestem lepsza także od tych, którzy nigdy nie są sami. Wmawiam sobie, że na pewno są płytcy. Wmawiam sobie, że ja taka nie jestem.
Nabili Azję na pal. Przestał wrzeszczeć.
Mogę iść spać spokojnym snem hipokryty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz