Maja Aleksandra wraca do świata żywych.
10 dni bez facebooka to dużo.
Może to dziwne, może to żałosne, może to banalne, ale tego mi było trzeba. Nadużycia.
Chyba jednak jestem dekadentką jak ta lala.
Bo to było Wyzwolenie, to umitycznione przeze mnie Wyzwolenie, do którego dążyłam i którego pragnełąm, Wyzwolenie, którego rozpaczliwie potrzebowałam.
To takie niecodzienne i trochę obce być absolutnie i kompletnie sobą, po raz pierwszy od, ja wiem? Dziesięciu? Jedenastu lat?
Przekroczyłam granicę autoniesamowitości, nie poddawszy się zacałowaniu, zadotykaniu (zadymieniu i zaprawdziwieniu owszem).
Maia Alexandra nata est.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz