Nagle coś, drobiażdżek wręcz na manowce złości wywiódł mnie.
Nie, nie słucham Hey. Nie jestem w stanie się do niego przemóc, po tym jak kilka lat temu został mi obrzydzony przez dwie, zupełnie niezależne od siebie osoby.
Dziwne. Przeglądając przeróżne blogi czasem trafiam na ludzi, w których widzę cząstkę swojej duszy. Póki jest to cząska, drobiażdżek, podobny sposób myślenia, czy postrzegania świata, to nie ma problemu.
Nie lubię takich dni jak ten. Nie lubię wejść w pewne miejsce i coś przeczytać. Takie zupełnie niespodziewane coś, co wali jak obuchem w twarz i cichutko mówi "patrz! czytaj! nie widzisz?"
Nie lubię takich dni jak ten. Dni w których znowu po cichu zaczynam wierzyć w tę śmieszną platońską ideę miłości. W to że jest moja druga połówka. No niestety. Czas, okoliczności zepsuły te nasze dwie połówki i już do siebie nie pasujemy. Ty dasz sobie radę. Zawsze dajesz. Dokleisz sobie drugie pół z innych, pozornie nie pasujących rzeczy.
A mnie czeka tylko i wyłącznie kot Vincent. Nic innego.
I miało nie być depresyjnych notek. Dziękuję ci, naprawdę.
I jedyne co jestem w stanie powtarzać, to że tego nienawidzę, nienawidzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz