Nigdy nie może być zbyt dobrze, prawda?
Czuję jakbym znajdowała się w szklanym pomieszczeniu zza którego mogę jedynie obserwować prwadziwe życie.
Znowu powróciło uczucie duszności.
Będę robić to, do czego jestem zmuszona. Może nawet uda mi się wykrzesać odrobinę entuzjazmu. Ale chyba nie uda mi się zabić siedzącej we mnie bestyjki, która mówi mi "Staraj się, staraj, tylko po co? I tak przy najbliższej sposobności to porzucisz."
Jeszcze nie byłoby problemu, gdybym tkwiła w tej szklanej klatce cały czas. Są momenty w których udaje mi się uciec i żyję (J, N, uwielbiam was za to), ale zaraz napada mnie zgraja szklanych strażników i wciąga tam z powrotem.
Znieczulam się ułudami.One pozwalają myśleć, że te niewidzialne ręce jedynie podduszają. Ale każdy lek przeciwbólowy kiedyś przestaje działać. I wtedy znów łapię się na myśli: "Co ja tu robię?" I siedzę tak i duszę się wśród znajomych nieświadomych tego faktu (bo przecież jeszcze minutę temu wszystko było dobrze). A potem uciekam w bezsensownej próbie nabrania oddechu. Niestety, uciekam tam, gdzie przez okrutne zrządzenie losu przez okno widzę mój idealny obrazek, mój mały prywatny raj. Tylko że tam moją rolę obsadzono już kimś innym. I mogę już tylko wrócić tam skąd uciekłam, brzydząc się tym niczym zgnilizną.
I to najlepiej swiadczy o tym jaką hipokrytką jestem.
Czuję że jeszcze kiedyś to porzucę. Będę przeszczęśliwa, gdy zamienię S na L. I może tak być, ale tylko wtedy, gdy stanie się i będę JA. JA, nie MY.
Jeśli zrobię, to zrobię, nie zrobiMY.
I to będzie MÓJ przyjaciel. Mój własny.
Jestem w mackach pseudoprzyjaźni. Chyba każdy twierdzi, że to przyjaźń. Każdy poza mną. To nie jest przyjaźń. Przyjacielem jest kto inny.
Będę powoli tłuc to więzienie. Małymi kroczkami wybuduję sobie machinę, która pozwoli mi je zniszczyć. Chociaż w tej kwestii muszę mieć nadzieję.
Bo w innych chyba już mnie opuściła.
Oh no I've said too much... (I haven't said enough?)
Naprawdę, jedna z moich najukochańszych piosenek.
Marzenia są magiczne właśnie dlatego, że często nie można ich zrealizować. A gdy się je w końcu realizuje, czuje się pustkę i jest się smutnym, bo nie ma się o czym marzyć.
OdpowiedzUsuń