Pisanie w pustkę też ma swoje zalety.
Nie chcę pisać kolejnej smętnej i och-jakże-rozdzierającej-duszę-mą-i-chciałabym-by-twą-także-ale-wiem-że-nie notki. To ulgi nie przynosi jednak, a potem można jeszcze czuć się źle z tym, że a nuż któreś z twoich znajomych/przyjaciół przytłoczonych problemami przeczyta to i będzie się z tym czuć niekomfortowo. Ogólnie opisywać sytuację, nie odnosząc jej do siebie jest lepiej, ale jednak mimo wszystko staram się wtedy zawrzeć w tym jak najwięcej tego co mnie boli, także to też odpada
Problem tkwi w tym, że znów odczuwam przeogromny imperatyw do pisania. Chciałabym taki odczuwać względem nauki. Pisanie dla pisania też może być przydatne, wmawiam sobie, że to rozwija. Poza tym trzeba być cierpliwym. Może to czego chcesz przyjdzie z czasem. Może nie wtedy kiedy chcesz i nie tak jak chcesz ale zawsze.
Nadzieja to menda i gnida jedna, ale jakoś nie chcę jej chyba zabić. Zbyt łatwo się przywiązuję.
I jeszcze:
Tak, jestem sentymentalna. I z tej okazji chciałam powiedzieć
Ci, Auguście, że to co z Tobą zrobiono było bestialstwem. Niestety nie mogę
skończyć tej części wypowiedzi, ponieważ zawierałaby ona zbyt wiele elementów
wymagających cenzury.
Dziękuję za uwagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz