Coś co długo wisiało nade mną i było niepewne może za chwilę wybuchnąć. Owszem dalej jest mocno wątpliwe, ale boję się.
Dlaczego wzajemność jest taka trudna? (czasem wydaje mi się, że nawet niemożliwa)
Ogromną hipokryzną z mojej strony jest, że winię K. za skrajną ślepotę względem tego tak zwanego "przeznaczenia", skoro ja postępuję nie inaczej.
I dlaczego właściwie to te moje rojenia miałyby okazać się słuszne?
Dlaczego nie rojenia K.?
Dlaczego nie rojenia S.? (Nie, rojenia S. są ze wszechmiar złe, niewłaściwe)
W sumie to powinnam się cieszyć, że się komuś podobam, prawda? Ale to, że podobam się akurat JEMU jest złe, złe, złe. Wstrętna ironio losu!
"W niewysłowionej swej mocy
Nadzieja cięgle mi błyska"
Zaczynam czuć dziwne, irracjonalne więzi.
R, mój drogoszkolny kolego, miło widzieć Cię co rano i starać się nie uśmiechać na Twój widok.
R, mój drogoszkolny kolego, miło widzieć Cię co rano i starać się nie uśmiechać na Twój widok.
L., będziesz moim przyjacielem, czuję to - nawet jeśli miałoby się to odbić na mojej ew. relacji z K.
Boję się. Gdy w końcu zaczęłam spokojnie układać na nowo sobie świat, ten okrutnie zaczyna się chwiać w posadach.
Boję się. Gdy w końcu zaczęłam spokojnie układać na nowo sobie świat, ten okrutnie zaczyna się chwiać w posadach.
Czy R nie ma?
OdpowiedzUsuńKim w takim razie jest L?