Don't you fret, Monsieur Marius.

Blog różnych treści, mniej lub bardziej nieistotnych.

poniedziałek, 24 października 2011

Welcome back, blue sky.

O magiczna siło autosugestii! Po całym dniu bycia nachalnie wesołą i energiczną czułam się prawie tak, jakbym taką była.
Wielką czyni mnie świadomość gęb. Skoro wiem że są, moge je zmieniać, wybierać.
Swiat zobaczy ze mnie to, co JA zadecyduję, by zobaczył.
Nie poznasz mnie, K., tak jak ja nie poznam Ciebie
Chcę - nie mogę, możesz - nie chcesz.
Cudowne uczucie wielu dróg przede mną. Będę jeździć z nimi, odnowię stare znajomości, poznam nowych ludzi. 2 wróci, wtedy napiszę i się zacznie. Odliczam dni

Perpetum mobile.

Z cyklu moich ostatnio uwielbianych:

4 komentarze:

  1. Jaki sens ma udawanie? Wolisz by pokochał kogoś kim nie jesteś?

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie jest udawanie. To maskowanie słabości, których pokazywanie doprowadziło do tego, że byłam zrujnowana psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie nazwałaś "udawanie" ładniejszym językiem. Takie jest moje zdanie, szanuję to że możesz się z nim nie zgadzać. Wystarczy jedna osoba która nie potrafi zrozumieć i dzieje się jak się dzieje. Nie oskarżam, bo każdy nosi maskę, codziennie. Sama często się zastanawiam kiedy to się zaczęło. Może sama Ewa od zarania dziejów nosiła swoją własną maskę... A może to słabość Adama sprawiła, że Ewa ją włożyła. Jeśli kogoś się bardzo kocha, potrafi się zdjąć maskę. Po co się martwić co będzie po jej zdjęciu skoro można po prostu ŻYĆ... Polecam ci film "It's kind of a funny story". Tam też jest trochę na ten temat.

    OdpowiedzUsuń